Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 10 kwietnia 2012

Po Świętach... czekamy na kolejną uroczystość... to już tuż tuż :)


Tak się jakość przyjęło mówić "Święta, Święta i po świętach"... niby tak, ale w sumie przecież wiecznie trwać nie mogą. Wszystkim chodzi o to wolne, na które tak czekamy. Faktem jest, że zawsze jest choć chwila więcej na spędzenie czasu z Rodziną. No i nam zleciało szybciutko, ale milutko.
W sobotę zabraliśmy naszą Sarnę na święcenie... oj nie przypadło jej do gustu takie po prostu trzymanie koszyczka. Machała nim we wszystkie strony, jajka i króliczek co chwilę lądowały na posadzce. Całe szczęście przewidziałam taki bieg wydarzeń i jajka były plastikowe a króliczek z  materiału. Prawdziwa "święconka", przygotowana przez Babcię Marię była bezpieczna w koszyku u Dziadka Staszka. Po święceniu pospacerowaliśmy trochę, Sara maszerowała dzielnie na placu spacerowym, bo mimo zapowiedzi deszczowego i chłodnego dnia, na chwilę zrobiło się pogodnie.


 Niedziela Wielkanocna zaczęła się bardzo wcześnie, bo o 5.50 Sara zrobiła nam pobudkę. W związku z tym do Kościoła Sara nie dotarła, bo w czasie mszy  na której byłam, ona słodko spała w domu. Dołączyła za to do obchodzenia święta, na śniadaniu u Dziadków. Siedziała po raz pierwszy tak oficjalnie przy stole, w swoim krzesełku, przy swojej miseczce ze śniadaniem. Przyznać trzeba, że bardzo Jej się to podobało :) jadła, klaskała, krzyczała i co tylko jeszcze mogła wymyślić, żeby zwrócić na siebie uwagę. Zgarnęło nasze kochane Dziecię kolejne zabawki do swojej kolekcji. Bardzo spodobała jej się piramidka, Mama stwierdziła, że takie najmniejsze a najbardziej cieszy. Konika odpychacza potraktowała jak pchacz i dzielnie jeździła z nim po całym mieszkaniu.




Popołudnie spędziliśmy za to u Dziadków Serafinów, gdzie kolejne prezenty bawiły nasze Słonko. Sara bawiła się, tańczyła itp. Ona to ma power, chodzi wciąż i wciąż... a tańce uwielbia nasz mała Tancerka. Wszyscy bili Jej brawo, co jeszcze bardziej Ją nakręcało, a na koniec wyjadła Oliwii trochę jajecznicy, co spowodowało szybki wzrost apetytu u Oliwki :)



Wieczorem wróciliśmy zmęczeni do domku, gdzie zapadła w sen króciutko po kąpieli.
Poniedziałek powtórka z rozrywki, ale skrócona w czasie. Obiadek u jednych Rodziców, potem szybkie odwiedziny drugich i do domku. Sara pięknie wciągnęła obiadek - roladę wołową w sosie z ziemniaczkami robioną przez Babcię Marysię (czyt. Serafin). Tak Jej smakowało, że wysępiłam kolejną dla Sary na następny dzień na obiadek.
A w domku nasza mala Modelka pozowała do zdjęć :) nawet w chuście


Zatem jak widać Święta Rodzinnie...
...a kolejna uroczystość tuż tuż.... rany to już niemal rok.... odkąd jest z nami nasze największe Szczęście... odkąd nasz życie zmieniło się i nabrało nowego sensu i znaczenia... odkąd żyjemy dla nowego życia :)


Wiem, wiem...tyle fot... ale co tam, jak ktoś nie ma ochoty niech nie ogląda... a ja nigdy nie umiem się zdecydować które wstawić, więc dziś poszalałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz